Niektórych jarają nowe samochody, panienki, pieniądze, muzyka. A mnie opuszczone domy. Nie uważam, żeby było w tym coś dziwnego. Chodzi nie tylko o dreszczyk emocji gdy jesteś sam w budynku który może się zawalić. Gdy patrząc na pozostawione przedmioty odkrywasz historię. Gdy wchodzisz do pokoi w których nikt nie był od lat próbując odgadnąć kto tu mieszkał. Zawsze najbardziej mnie fascynowało...dlaczego się wyniósł. Kiedy jesteś w domu pośród porozrzucanych papierów i starych mebli, uwierz, do głowy nie przychodzi ci, że ktoś się wyprowadził bo znalazł gdzieś indziej pracę. Zawsze wyobraźnia podsuwa najstraszniejsze historie.
Miałem grupkę przyjaciół z którymi odkrywaliśmy tajemnice takich domów. Oczywiście, największe emocje samemu, gdy idziesz sam, ale to po prosty niebezpieczne. Coś się zawali, zaatakuje cię pijany żul. Cokolwiek.
Byliśmy już wszędzie, od starych piwnic do opuszczonej fabryki. W tej ostatniej musieliśmy uciekać przed psami, no ale...
Wszystko wokół było już pozwiedzane, więc wyruszaliśmy w coraz dalsze wędrówki. Pewnego dnia kumpel wysłał mi kilka fot na maila. Po prostu jednopiętrowy dom domek gdzieś w lesie. Trochę odrapany, powybijane okna, ale trzymał się całkiem nieźle. Napisał mi, że dom znajduje się w lesie, zupełnie niedaleko. Zdziwiłem się, byłem pewny, że zwiedziliśmy już wszystko. Postanowiliśmy, że weźmiemy grupę i najpierw zobaczymy co tam jest, czy da się wejść i czy jakiś ćpun nie będzie chciał nas zabić. I takie sytuacje się zdarzały.
W naszej grupie była jedna dziewczyna i trzech chłopaków. Alex, Kamil, Mateusz i ja - Matt.
Był czwartek. Nie mieliśmy żadnego sprzętu - nie chcieliśmy, żeby nie dość jakiś ćpun nas zabił, to jeszcze okradł - i poszliśmy. Droga nie była łatwa, albo inaczej, w ogóle jej nie było. Tylko krzaki i drzewa.
Do domu weszliśmy przez drzwi. Wyglądały solidnie, ale były otwarte. Szczerze mówiąc trochę się zawiedliśmy. Nic szczególnego. Podrapane ściany, wszędzie jakieś gazety, trochę połamanych desek. W kolejnym pokoju to samo. Po zastanowieniu stwierdziliśmy, że wracamy do domu i nawet nie wracamy tu by porobić zdjęcia. Mamy od groma takich rzeczy. Ale coś nas zatrzymało. Kolejny pokój, jakby łazienka. Jasnoniebieskie kafelki, stare potłuczone lustro, kilka rur wystających z podłogi, pewnie po wannie czy umywalce i żelazna klapa w podłodze. Patrzyliśmy przez chwilę na to. Wiecie, takie rzeczy znajduje się niezbyt często. Chcieliśmy wrócić, no ale ciekawość zwyciężyła.
Po otwarciu klapy naszym oczom ukazała się stara, żelazna drabinka znikająca w ciemności. Kamil został na górze, a ja, Alex i Mateusz zeszliśmy na dół. Wyciągnąłem latarkę z plecaka i po chwili zobaczyliśmy że jesteśmy w korytarzu. Myśleliśmy, że to jakaś piwnica czy coś. Szliśmy przed siebie zbyt długo i minęliśmy zbyt wiele zakrętów by była to piwnica gdzie trzyma się ziemniaki i przetwory babuni. Na dodatek po chwili usłyszeliśmy, że klapa się zamyka. Nie przejęliśmy się, Kamil ją otworzy gdy wrócimy. W tym momencie dziękowałem, że nie mam klaustrofobii.
W końcu natrafiliśmy na kolejne drzwi. Również dosyć masywne. Próbowaliśmy je otworzyć, ale z marnym skutkiem. Więc ja i Mateusz mieliśmy iść do Kamila i znaleźć coś czym można by otworzyć te drzwi, a Alex miała zostać. Zostawiliśmy jej latarkę, a sami wracaliśmy w ciemności. Już po pierwszym zakręcie straciliśmy nawet to nikłe światełko, ale nie baliśmy się. Jeśli masz takie zainteresowania jak ja to nie boisz się ciemności. W pewnym momencie byliśmy pewni, że usłyszeliśmy skrzypnięcie, ale zignorowaliśmy to. Doszliśmy do klapy, zapukaliśmy a Kamil ją otworzył. Stwierdził, że klapa sama się zatrzasnęła a on sam nie zastanawiał się nad tym. Zaczęliśmy szukać czegoś co mogłoby posłużyć jako łom. Wtedy dostałem SMS'a od Alex:
"Chodźcie, otworzyłam drzwi".
Nie miałem zielonego pojęcia jak ona to zrobiła, ale pobiegliśmy do tej klapy. I wtedy usłyszeliśmy wrzask. Jezu, nie wiem jak to opisać, ale nie wiedziałem, że ktoś może tak krzyczeć. Zamarliśmy nad klapą. Pomimo że krzyk trwał kilka sekund to nadal brzmiał w naszych umysłach. Pierwszy raz od lat myślałem, że się popłaczę ze strachu. Cokolwiek. Wszyscy wiedzieliśmy, że powinniśmy tam pójść, ale staliśmy tylko i patrzyliśmy na ta klapę. W końcu Mateusz ja podniósł.
Usłyszeliśmy kroki dochodzące z dołu. Można powiedzieć, że jesteśmy tchórzami, ale uciekliśmy wtedy z tego domu. Biegliśmy na złamanie karku przez te krzaki wywalając się co chwilę. Gdy wybiegliśmy z lasu myśleliśmy wyglądać jak jakieś potwory. Dopiero wtedy zadzwoniliśmy na policję. To byłą pierwsza rzecz jaka przyszła nam do głowy. Tak, policja pojechała tam. Klapa była zamknięta na starą kłódkę. Wszystko wyglądało jakby nienaruszone od lat. Nawet nie sprawdzili, tylko zobaczyli kłódkę i stwierdzili, że kłamiemy.
Wróciliśmy do domu. Miałem straszne wyrzuty. Próbowałem przekonać moich kumpli, że musimy tam iść, ale oni udawali, że nic się nie stało. W końcu wziąłem kombinerki, łom i poszedłem tam sam. Przez cały czas myślałem, że się posikam ze strachu. Czułem się jak w jakimś słabym horrorze klasy B, tylko, że w takich horrorach zazwyczaj wszystko się szczęśliwie kończy. Byłem już w domu gdy dostałem SMS'a, od...Alex:
"Chodź po swoją latarkę".
Nigdy tam nie wrócę. Nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz