piątek, 25 października 2013

Rozdział 4 "Dobranoc!"

Usiadłam na podłodze w miejscu gdzie kiedyś znajdowały się schody i zaczęłam swobodnie machać nogami. Czas strasznie się dłużył.
-No gdzie on jest?-niecierpliwił się Mike.
Spojrzałam w dół. Pomiędzy kawałkami drewna zobaczyłam czarny przedmiot.
-Hej, Mike. Co to?-zapytałam.
-Hmm...chyba...latarka?-zastanawiał się.
-O lol.-mruknęłam.
Chwilę później wrócił Harry.
-Masz coś?-zapytał Mike.
-A ja miałem po coś iść?-zdziwił się.
-A jak myślisz, po co cię wysłaliśmy?-zapytał Mike. Ja byłam zdolna tylko do tego żeby strzelić face-palm i użalać się nad głupota Harry'ego, która granic nie zna.
-Aha. Już pamiętam.-oświeciło go.-Skaczcie.-rozłożył ramiona i poszedł do salonu. Skoro nie poszedł szukać drabiny co on robił ja się pytam?
-Jak tylko stąd zejdę to ci nogi z dupy powyrywam!-wydarłam się na niego i popatrzyłam na towarzysza niedoli.
-Co teraz?-zapytał Mike.
-O to samo chcę zapytać.-skrzyżowałam ramiona.
*jakieś pół godziny później?*
-Ok Sami. Trzy, czte-ry!-ryknął Mike.
Następnie nastąpiło wielkie i głośne dup, wiązanka mocnej łaciny i mój wrzask.
Plan był taki. Musieliśmy ułożyć stolik który znaleźliśmy w pokoju, tak żeby nie przewrócił się kiedy będzie na podłodze piętro niżej. Na niego poleciał jeszcze jeden stolik, który jakimś cudem był większy. Następnie deska i kilka książek o gotowaniu. Kiedy chwiejna i nieregularna piramida sięgała do piętra, naszym punktem numer dwa był parkour. Z budowli mieliśmy skoczyć na stolik pod drzwiami a z niego na ziemię. Nie wiem czemu przyszło nam do głowy to by to zrobić jednocześnie, no ale nieważne. Grunt w tym, że plan kompletnie nie wypalił. Nie przekroczyliśmy nawet punktu numer dwa. Polegliśmy przy pierwszym kroku. No ale jest też ta lepsza strona. Byliśmy szybciej na ziemi!
-Mój piszczel!-darł się Mike.-Rozjebałem se piszczel!
Mnie za to bolały żebra, ale nic poważniejszego mi się nie działo. Podniosłam głowę. Przed nami stał Harry i jak gdyby nigdy nic się nam przyglądał. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały miałam tylko jedną chęć.
-Idę ci wpierdolić.-wstałam zadziwiająco szybko i zaczęłam gonić uciekającego Harry'ego.
Kiedy Harry dostał porządny wpierdziel jednym z porcelanowych talerzy postanowiłam ogarnąć co z Mike'm.
-Jak tam Mike?-zapytałam klękając obok ciężko poszkodowanego który nadal nie wstał.
-Prędko przyszłaś.-mruknął.-Nakurwia mnie piszczel i nie mogę chodzić, ale ogólnie jest dobrze.
-A, to spoko.-uśmiechnęłam się.
-Gdzie Harry?-zapytał.
-Musi pozbyć się odłamków porcelany z ubrania.-westchnęłam i wstałam.
-Haha.-Mike wstał po chwili i lekko utykając poszedł do salonu.
-Która godzina?-zapytał Harry siadając koło Mike'a.
-Twoja ostatnia.-odezwał się Mike.-Jak tylko mi się polepszy to masz wpierdziel.
-2:10.-wywróciłam oczami i usiadłam obok debili.
-Idę coś wszamać.-zadecydował Mike.
-A masz cokolwiek do jedzenia?-mruknęłam.
-No racja.-westchnął.
-Zginiemy tutaj.-zaczął rozpaczać Harry.
-Jutro pójdziemy ogarnąć jakąś cywilizację. Miasto nie powinno być zbyt daleko. Podstawą jest to, żeby dostać się do drogi.-powiedziałam.
-Mamy już plan. Teraz trzeba tylko poczekać.-odparł Mike.
-Nie wiem jak wy, ale ja chyba pójdę spać.-westchnęłam.
-Chcesz spać po tylu przeżyciach?-zdziwił się Mike.-Ja bym nie dał rady.
-Sami ma rację. Jutro nie będziemy mieli siły żeby iść.-wow, Harry jednak potrafi pomyśleć logicznie.
-Tylko, heh...-upomniałam się.-Jak wejdziemy na górę?
-No kurwa wiedziałem!-skrzyżował ramiona Mike.
*piętnaście minut później*
-Wiem! Podstawimy krzesła i stoliki.-myślał Harry.
-Ta taktyka się nie sprawdza.-odpowiedziałam.
-Ale spróbować warto.
Kiedy poukładaliśmy kilka krzeseł i stolików, utworzyły się prowizoryczne schodki. Jeśli jesteś pijany, to lepiej tędy nie wchodź.
-Biorę to.-rzuciłam się na jedno z łóżek ustawionych przy ścianie.
-Ja to!-ryknął Mike.
-Ale ja nie chcę pod drzwiami!-sprzeciwił się Harry.
-Nie bądź ciota.-uśmiechnął się Mike.
Usiadłam na łóżku. Twarde i niewygodne no ale biorę co dają, nie?
-Ktoś z was chrapie w nocy?-zapytał Harry.
-Nie.-zaprzeczyliśmy z Mike'm.
-To dobrze. Jestem bardzo wrażliwy.-Harry ułożył się wygodnie na łóżku.
Wstałam i podeszłam do biurka. Zobaczyłam tam sporo kartek a między nimi kilka zdjęć tego domu. Chciałam się temu przyjrzeć bliżej, ale postanowiłam że zostawię to na jutro.
Położyłam się na niewygodnym łóżku i spojrzałam w sufit. W co ja się znowu wpakowałam? Kłopoty z nimi to jednak tradycja...
-Ok, to dobranoc!-Harry zgasił lampkę koło łóżka.
-Nie, Harry!-ryknęłam na raz z Mike'm. Tak jak się spodziewaliśmy wszystkie światła zgasły.
-Zabiję cię debilu!-Mike zaczął się wydzierać.
-Nie moja wina!-bronił się Harry.
-Tak, pewnie! Jak myślisz, co teraz?
-Pójdziemy spać?
-Jesteśmy w środku lasu nie wiemy czy to nie jest miejsce spotkań jakichś meneli, żuli czy satanistów. Co do tego ostatniego to Sami miałaby gdzie się podziać.
-Powiedział ten co ubiera się na biało i nie nosi glanów.-mruknęłam.
-To że mam czarne ciuchy i noszę glany nie znaczy że jestem satanistą.
-Ale ty nim właśnie jesteś.-upierałam się.
-Dobra ja próbuję spać.-usłyszałam skrzypnięcie łóżka. Harry pewnie obracał się na bok.
Zamknęłam oczy i postarałam się usnąć. Mike miał rację, było na serio ciężko. Kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności zaczęłam wyróżniać poszczególne obiekty niedaleko. No ale nareszcie zasnęłam. Obudziło mnie głośne skrzypnięcie. Otworzyłam szybko oczy i rozejrzałam się po pokoju. Telefon. 4:30?! Serio? Dlaczego to tak długo trwa? Usłyszałam chrapanie.
-Mike? Śpisz?-zapytałam.
-Nie. Nie da się spać kiedy ten pajac chrapie jak opętany. Dziwi mnie że ty zasnęłaś.
-Jest dopiero czwarta trzydzieści.-wyjrzałam przez okno.-Ale niedługo powinno zacząć świtać.
-Ta...
-W ogóle nie spałeś?
-Nie. Ile razy mam ci mówić? Sen jest dla śmiertelników. Poza tym, ktoś musiał trzymać wartę nie?
-Racja.-ułożyłam się wygodniej.
Sama nie wiem kiedy ponownie zasnęłam. Obudziłam się kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły wpadać do pokoju. Usiadłam na łóżku. Było zimno. Za oknem unosiła się lekka mgła. Harry nadal chrapał a Mike spał. Tak, tak, sen jest dla śmiertelników...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hmm...myślę że się podobało xD liczę na opinie z Waszej strony ;____;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz