czwartek, 17 października 2013

Rozdział 2 "Ciemność"

Opuszczony. Powybijane szyby w oknach. Praktycznie niknął pomiędzy drzewami. Sama się dziwię jak go dostrzegłam.
-Czyli mamy tam spać, tak?-zapytał Harry.
-Popierdoliło cię?-zapytałam. Odzyskałam zdolność głosu fuck yeah! Harry jednak nie jest taki normalny.
-Sami, nie mamy wyboru.-nie no Mike też?
-Nie ma mowy! Ja tutaj zostaję!-skrzyżowałam ramiona i odwróciłam się do nich tyłem.
-No dobra, jak chcesz to ty zostań. Sama. Ciemno jest. Widziałaś ten cień koło drzewa, nie było go przedtem...-mówił spokojnie Mike.
Instynktownie się obróciłam. No ok. Wystraszył mnie. Niby kilka niepozornych strasznych słówek dla dzieci, ale w takiej sytuacji...
-Yhh...no dobra.-mruknęłam. To się źle skończy.
Poszliśmy w trójkę pod dom. Szłam pomiędzy Mike'm i Harry'm. Stanęliśmy tak przed drzwiami. Stałam na wprost zardzewiałych drzwi.
-Masz najbliżej.-szepnął do mnie Harry i popchnął mnie lekko do przodu. Odwróciłam się do nich. Mike pokazał kciuki uniesione w górę, a Harry uśmiechał się szeroko.
-Nie pójdę tam pierwsza.-powiedziałam.
-Ależ pójdziesz.-oświadczył Mike.-Damy mają pierwszeństwo.
-Mężczyźni są dżentelmenami jak im pasuje.-wywróciłam oczami.-A to niby wy tacy odważni jesteście?
-Nie marudź tylko idź. Samara jesteś.-przymknął oczy Harry.
Odwróciłam się w stronę drzwi i przyjrzałam się im uważnie. Zrobiłam krok do przodu i zapytałam:
-Nie zostawicie mnie prawda?
-Jakbyśmy wiedzieli gdzie jesteśmy to może tak, ale w takiej sytuacji to nie. Poza tym, gdybyś zobaczyła że nas nie ma wyleciałabyś z tego domku z szybkością odrzutowca, a następnie poćwiartowałabyś nas na kawałki więc...-Mike i te jego sensowne odpowiedzi.
Westchnęłam ciężko. Ok, idę. Zrobiłam kolejny krok do przodu. I jeszcze jeden. Słyszałam każdy szelest liścia i każdy niespokojny krok chłopaków za mną. Weszłam na drewniane schody. Skrzypnięcie. Jeszcze trzy kroki, dwa i jeden...Podniosłam wzrok i zobaczyłam te drzwi które budziły taką grozę. Co jest za nimi? Co to w ogóle za dom? I czemu ja do cholery idę pierwsza?
Popatrzyłam kątem oka na chłopaków. Stali za mną czekając czy zginę. O ile wyjdę z tego cała to im wygarnę...
Uniosłam dłoń i położyłam dłoń na klamce. Po plecach przebiegł mi dreszcz. Wszystkie dźwięki wokół mnie jeszcze bardziej się nasiliły. Moja druga ręka zaczęła mi się trząść. Zacisnęłam ją w pięść. Nie. Teraz się nie cofnę. Nacisnęłam klamkę. Matko, jaki stary mechanizm. Serce waliło mi strasznie mocno. Wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam klamkę. Nic. Popchnęłam drzwi. Też nic.
-Zamknięte.-odwróciłam się przodem do chłopaków. Uff...po kłopocie. Jednak ich wzrok mówił co innego. Był jakiś taki...dziwny.
-Odwróć się.-wyszeptał Mike.
Zamarłam. Sparaliżował mnie strach. Wszystkie mięśnie napięłam a moje usta lekko się otworzyły. Coś się za mną stało. Tylko co? Nie. Nie odwrócę się. Zrobiło mi się jeszcze bardziej zimno.
-Sami, odwróć się.-powtórzył Mike.
Zacisnęłam powieki i zaczęłam szybko oddychać.
-Co jest za mną?-zapytałam.
-Odwróć się.-Mike! Cholera!
-Powiedzcie.
Tym razem siedzieli cicho. Westchnęłam i obróciłam się gwałtownie. Już chciałam zacząć piszczeć, ale okazało się, że nic tam nie ma.
Usłyszałam jak chłopaki zaczynają się śmiać za mną. Odwróciłam się. Wręcz leżeli ze śmiechu.
-Ha, ha, ha. Śmieszne.-nie było mi do śmiechu. Na prawdę się wystraszyłam.
-Gdybyś widziała swoją minę!-śmiał się coraz głośniej Harry.
-Oh spadaj, chyba że chcesz oberwać w pysk.-powiedziałam. Umilkł. Już raz oberwał i chyba nie chce po raz drugi mieć odbitej mojej ręki na policzku.
Drzwi za mną głośno skrzypnęły. Odwróciłam się szybko i doskoczyłam do chłopaków. Były otwarte. Ale jeszcze przed chwilą nie mogłam ich otworzyć.
-Wychodzi że nasza Samarka nie umie otwierać drzwi.-uśmiechnął się Mike.
-Ale...przecież były zamknięte.-próbowałam sie tłumaczyć.
-A stamtąd zaraz wyskoczy zielona owca.-mruknął Harry.
Nie zdziwiłabym się gdyby się tak stało. Niestety żadna owca nie wybiegła, a drzwi nadal były otwarte.
-No to jak tak hardkożycie to który teraz?-skrzyżowałam ramiona.
-Ty.-Mike i Harry wskazali na siebie.
-Tak myślałam. Kamień, papier, nożyce?
-Tak gra jest zdradliwa!-obrócił się Mike.
*przesuńmy do momentu kiedy Mike się zgodził, ok? To przekonywanie trochę trwało...*
-Wygrałem!-Harry 'przeciął' rękę Mike'a.
-To nie fair! Gramy jeszcze raz?
-Nie.-Harry pokazał mu język.
-No lol.-podszedł do drzwi, wszedł do domu i instynktownie się rozejrzał.
-Nie ma tu nic stra...
Zatrzasnęłam głośno drzwi. Stałam za nimi tak, że Mike mnie nie widział. Niech ma za swoje. Usłyszałam wrzaski za drzwiami i uderzenia pięści. Zaśmiałam się i wyłączyłam dyktafon w telefonie. No co? Jakaś pamiątka musi być. Potrzymałam go tam jeszcze trochę, a później otworzyłam mu drzwi. Wielki pan Mike wyleciał stamtąd jak opętany.
-Haha, gdybyś słyszał swoje wrzaski...-zwróciłam się do niego.
-Oj przymknij się ja cię nie zamknąłem w tej chacie po ciemku! A właśnie, jest czysto, ale cholernie ciemno.-uśmiechnął sie.
-Zdążyłeś sprawdzić cały dom?-zapytał Harry.
-Zrobiłem nawet dwie rundki.
-Zajebista fryzura.-uniosłam brew. Fryzura Mike'a zawierała liście, kilka pajęczyn, dużą ilość kurzu i trochę zaschniętej farby nie wiadomo skąd.
Po tym jak Mike doprowadził się do stanu 'nie pytaj co mam z włosami' weszliśmy do domu, oświetlając sobie drogę telefonami. Rzeczywiście. Domek wyglądał nawet przytulnie. Harry znalazł włącznik światła.
-Włączyć?-zapytał.
-Nie!-zaprzeczyliśmy z Mike'm. Wiem co się może stać. Cały dom się zawali. Albo ściany się zaczną przysuwać. Albo zgniotą nas kolce wysuwające się z sufitu i podłogi. Albo jeszcze coś innego. Ja już mam doświadczenie. Mike chyba pomyślał o tym samym.
Harry wzruszył ramionami i nacisnął włącznik. Coś gdzieś pstryknęło i nagle wszystko się zapaliło. Usłyszałam narastający głośny pisk. Zakryłam uszy. To mi zaraz rozsadzi głowę. Pisk ustał, a wszystkie żarówki jakie widzieliśmy wybuchły zostawiając po sobie tylko gasnące światełko.
-No i co narobiłeś?-zobaczyłam ciemną postać Mike'a która miała ochotę wpierdolić Harry'emu.
-Nie moja wina.-odezwał się głos z drugiego końca pokoju.
-Zgubiłam telefon.-mruknęłam.
-Ja też. Co to był za pisk?-zapytał Harry.
-Nie wiem. To chyba zbyt duże wyładowanie elektryczne albo coś.
-Nic nie widzę. Ciemno tu jak w dupie...-mruknął znów Harry.
-Naprawdę?!-zapytał z udawanym zdziwieniem Mike.
-Nawet drzwi nie widać.-mruknęłam.
-Sami, gdzie ty stałaś?-zapytał Mike. Jego postać zniknęła gdzieś w ciemności.
-Zaraz coś spierdolimy...znów. Ja najbliżej drzwi.-odparłam.
-Mów cokolwiek to cię znajdę po głosie. Harry idź w tą samą stronę.
-Gunwo widzę!-wrzasnął.
-Słuchaj Sami.-Mike strzelił face palm.
Zaczęłam powtarzać tekst do Papercut od Linkin Park. I usłyszałam stłumione krzyki chłopaków i uderzenie o podłogę.
-Jak chodzisz baranie!
-Jak ty chodzisz cwelu!
A chwilę później...
-Gdzie mi tu chodzisz, pedale jeden?!
-Zamknij się! Samary nie słyszę!
Zamiast znaleźć mnie przypierdzielali w siebie. Mądre. Niedługo później ktoś nareszcie pociągnął mnie za włosy, za co oberwał w ryj.
-Samara!-usłyszałam głos Mike'a.
-Sorry! Nie widziałam cię.-uśmiechnęłam się lekko.
-Ale, co?
-No uderzyłam cię.-uniosłam brew.
-Nie.
-Jak nie jak tak...Harry?
Cisza.
-Harry oberwał.-mruknęłam.
-No i zajebiście. Ok o ile dobrze mi się wydaje to jestem obok ciebie więc...-ktoś dźgnął mnie w ramię.
-Tak to ja.-zaśmiałam się lekko.
Nagle zapaliło się światło. Tak po prostu.
-Wow.-Mike popatrzył na lampę która wisiała centralnie nad nami.
-I cudnie.-odwróciłam się. Harry leżał za mną. Tak, to on dostał w pysk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz