poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 1 "Dom"

Właśnie skończyłam się pakować. Moje bagaże (o dziwo było ich mało) stały sobie spokojnie w moim pokoju w chorym fioletowym kolorze. Podróżowanie z Harry'm i Mike'm tak bardzo weszło mi w krew, że kiedy Harry zapytał czy pojedziemy z nim na drugi koniec Polski (to jest Bałtyk), zgodziłam się bez zastanowienia. Coś muszę mieć z wakacji, nie? Oczywiście z Mike'm było trochę problemów, bo jak z wykle nie umiał się zdecydować. Tak to z nim zawsze jest. Kiedy w końcu się zdecydował, Harry oświadczył że wyjeżdżamy już jutro, czyli dzisiaj. Tak, wiem, jest bardzo duże ryzyko że już nigdy stamtąd nie wrócimy. Jak Harry się kimnie za kierownicą no to dupa. Tak, Harry prowadzi, bo Mike'owi wzięli prawko...opowiem kiedy indziej. Wzięłam swoje rzeczy i po krótkim pożegnaniu z mamą wyszłam przed dom. Usiadłam na chodniku, jak zwykle będe musiała na nich poczekać. Kiedy w końcu Harry przyjechał ułożyłam bagaże w dużym bagażniku. Mike siedział w środku i jak zawsze słuchał muzyki. Siedziałam sama z tyłu. Haha, będę miała się gdzie przespać jakby co. W końcu, tak, nareszcie ruszyliśmy z miejsca. Zaczęłam patrzeć na krajobraz za oknem. Zawsze tak robię kiedy jeżdżę samochodem. Harry coś tam do nas gadał. Słyszałam też głos Mike'a, widocznie przestał słuchać muzyki.
-Sami, do cholery żyjesz?-usłyszałam roześmiany głos Harry'ego.
-Co?-zapytałam. Widocznie się do mnie dobijali od dłuższego czasu.
-Na serio zgodziłaś się jechać?
-Na początku miałam strasznego cykora że coś jak zawsze w waszym towarzystwie...
-Ej, ej, ej.-przerwał mi Mike. Już wiedział co chcę powiedzieć.-To nie ja ciągle przynoszę pecha. To ty jesteś jakimś talizmanem nieszczęścia.
-Ja przynajmniej potrafię nacisnąć przycisk STOP w autobusie. Może wtedy nie musielibyśmy dupić kilometry do domu. Pamiętasz pierwszy dzień wakacji, prawda?
-Nie tylko on...-mruknął Harry.
Rozpoczęce wakacji 2012 roku było niesamowite, ale to też jest historia na inny dzień. Mike umilkł widocznie zgaszony. Haha...
-Więc-kontynuowałam.-jak zawsze w waszym towarzystwie sie nie uda. No, ale chcę mieć coś z wakacji. A teraz wybaczcie, ale jestem zmęczona i chce mi się spać.
-Śpij, śpij...-uśmiechnął się lekko Mike.
-Macie markery?-zapytałam unosząc brew. Nie chcę się obudzić z tatuażami. Na twarzy. Niezmywalnym markerem.
-Haha, tak.-uśmiechnął się Harry. Chwilę później oberwał od Mike'a w ramię.
-Po co jej to gadałeś?
-Ups...-wyszczerzył się w stronę Mike'a.
-Ty...
-Ja chce żywa dojechać.-uśmiechnęłam się.-A markery...-wyciągnęłam rękę w stronę Mike'a.
Ten jednak zamiast mi go oddać, załatwił mi pierwszą czarną kreskę markerem, na ramieniu.
-Dzięki.-mruknęłam patrząc jak ci z przodu ryją ze śmiechu.
Oparłam się o drzwi samochodu i obserwowałam to co jest za oknem. Chwilę później zasnęłam. Nie wiem ile spałam, lecz kiedy otworzyłam oczy było już ciemno za oknem. Pierwsze co zrobiłam to skoczyłam do lusterka zobaczyć jak wygląda moja twarz. Jezus! W porządku! Zerknęłam na moich kumpli z przodu. Mike był odwrócony w prawo tak, jakby nie chciał widzieć Harry'ego. Harry miał natomiast kamienną twarz. Pokłócili się.
-O co poszło?-uśmiechnęłam sie wywracając oczami.
-Ten tutaj.-Harry wskazał na Mike'a.-Wyrzucił markera przez okno.
-To nie ja dabilu!-zaczął żywo gestykulować Mike.-Wyrwałeś mi go z ręki i sam wypadł przez okno!
-Gunwo prawda!
-Ej chłopaki. Kupicie nowy na miejscu.-po co im to mówiłam?
Mike i Harry z uśmiechem popatrzyli na siebie a później na mnie.
-Czuję się otoczona...-mruknęłam.
-Jesteś genialna Sami.-zaczął się śmiać Harry.
Dekle...haha.
Krajobraz zaokienny był jeszcze lepszy nocą niż za dnia. Jechaliśmy akurat jakąś wąską uliczką przez las.
-Skróty.-wytłumaczył z uśmiechem Harry.
No skoro do tego czasu nic się nie stało, to chyba dojedziemy bezpiecznie, nie?
*kilka długich w huj kilosów później jeszcze głębiej w lesie*
Samochód Harry'ego zaczął się zatrzymywać. Jechał coraz wolniej, wolniej i wolniej. Aż kompletnie się zatrzymał.
-Harry, co jest?-zapytałam z Mike'm jak na komednę.
-Nie mam pojęcia, przecież było jeszcze dużo benzyny.-Harry co chwilę przekręcał kluczyk. Samochód nie chciał zapalić. Coś się ewidentnie spierrrdoliło.
Wyjrzałam przez okno. Ta ciemność już nie była taka miła jak przedtem. Byliśmy w środku lasu, a naszym jedynym schronieniem był ten samochód. Spojrzałam na zegarek. Boże, dopiero 22.08.
-Albo to naprawisz, albo śpisz na dworze.-groził mu Mike.
-Robię co mogę.-odpowiedział Harry.
-Nie umiesz.-mruknął Mike i obaj zaczęli coś tam naprawiać. Minęło piętnaście minut a oni nadal nic. Zaczynałam się bać. Spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz telefonu.
-Zadzwońmy po pomoc!-krzyknął uradowany Harry.
-Chłopaki...nie ma zasięgu.-popatrzyłam na nich wystraszonym wzrokiem.
Patrzyliśmy na siebie tym poker face'm. Mike'owi szło lepiej niż zazwyczaj.
-Przejebane.-Mike spojrzał przez przednią szybę.
Nagle samochodem coś ruszyło. Nie miałam odwagi cokolwiek powiedzieć.
-Może teraz zadziała.-Harry chciał ponownie przekręcić kluczyk, ale auto zaczęło zjeżdżać coraz szybciej i szybciej gdzieś w dół. Musieliśmy być na rodzaju jakiegoś urwiska i właśnie spadać!
Zaczęłam się wydzierać jak zwykle kiedy się na maksa boję i schowałam twarz w dłoniach.
-Woda!-usłyszałam krzyk Harry'ego, a później poczułam straszne zimno. Samochód wylądował w wodzie i z każdą sekunda byliśmy coraz głębiej. Ciśnienie naz zabije. Odpięłam szybko pasy i zaczęłam wypływać na powierzchnię. Kończyło mi się powietrze. Jeszcze trochę. Metr, dwa. Kaszląc i głośno wdychając powietrze wypłynęłam. Kiedy zaczęłam kontaktować, rozglądnęłam się wokoło. Za mną ktoś gwałtownie wynurzył się z wody. Obróciłam się. Harry. Po raz pierwszy cieszę się że go widzę.
-Harry.-podpłynęłam do niego.-G-gdzie Mike?
Kumpel rozglądnął sie dookoła.
-Cholera!-wziął głeboki wdech i zanurkował.
Coś tu jest nie tak. Czuję to. Ze strachem rozejrzałam się. Byliśmy w jakimś głębokim jeziorze. Wokół rosło pełno brzóz. Nadal tkwiliśmy w lesie. Było ciemno i zimno, a moje przemoczone ubranie wcale nie pomagało mi się ogrzać. W dodatku cholernie się bałam. To nie był dobry pomysł tu jechać...
Chwilę później wynurzył się Mike i Harry.
-Łuhu! Ale zabawa! Ja chcę jeszcze raz!-wykrzyknął Mike.
Popatrzyłam na niego jak na psychopatę. Teraz nawet moi kumple wydawali mi się dziwni, mimo tego że znam ich już dość długo.
-Popierdoliło cię? Nie widzisz w jakiej sytuacji się znajdujemy?-Harry teraz był ten jedyny normalny.
-Może i jesteśmy na zadupiu, no ale było fajnie, nie Sami?
Pokreciłam przecząco głową i wyszłam z wody. Byłam wyczerpana. Za dużo wrażeń. Usiadłam pod jedną z brzóz i zaczęłam szukać telefonu. Był wodoszczelny, więc nie straciłam go. Leżał w mojej kieszeni. Nadal brak zasięgu. Gdzie my do cholery jesteśmy? Pamiętam, że kiedyś jak jeszcze chodziliśmy do podstawówki, to jarały nas takie wypady do lasu, no ale ja nie myślałam, że wrócimy do tego aż tak dosłownie. Dla przyponienia, ja mam 20 lat, Harry tyle samo co ja a Mike 21.
-Jest zasięg?-zapytał Mike. Stali obok mnie, nawet nie wiem kiedy wyszli z wody.
Znowu kiwnęłam głową na 'nie'. Od tego wszystkiego chyba odebrało mi głos. Miałam tak tylko raz, w życiu. Kiedy mama powiedziała, że nie dostanę moich Martensów. A później i tak wyszło na moje.
-Co teraz?-Harry popatrzył na nas.-Jesteśmy na zadupiu, bez samochodu, jedzenia, czy zasięgu w fonie. Jest jakiś środek nocy, będziemy się przedzierać przez las w poszukiwaniu cywilizacji, czy będziemy spali tutaj?
-Zostańmy tu.-powiedział Mike po chwili.-Jesteśmy wykończeni, ktoś może paść po drodze.
-Lepiej chodźmy. Rano bedziemy głodni, a tak by the way, gdzie mamy spać?
-Nie. Zostańmy.-nie ustępował Mike.
-Idziemy.
-Zostajemy.
-Chłopaki...-szepnęłam.-Dom.
Usłyszeli mnie i popatrzyli w kierunku mojej ręki wyciągniętej w ciemność. Tak. Stał tam drewniany dom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz